Godzina W
17 października 2017
historia strzelecka – skrót
18 października 2017

Przez ponad 50 lat historia powstańczych walk pułku im. generała Sikorskiego okryta była zmową milczenia. Historiografia PRL zepchnęła go w historyczny niebyt. Powód był bardzo ważny, formacja ta należała do Narodowych Sił Zbrojnych – najbardziej nieprzejednanej, antyniemieckiej i antykomunistycznej formacji polskiego podziemia. Dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych XX w. ujawnili się jego żołnierze, „przemówiły” skrzętnie ukrywane dokumenty i fotografie.

Pułk im. Sikorskiego lub, jak nazywali go żołnierze, „Pułk Sikory” w zamierzeniach dowództwa NSZ stanowić miał część jednej z dwóch Dywizji NSZ, będących w fazie organizacyjnej w przededniu wybuchu powstania warszawskiego. Dla przeważającej części oficerów i żołnierzy NSZ godzina „W” była zaskoczeniem. Miejscem zbiórki, punktem kontaktowym dla rozrzuconych po całym mieście żołnierzy NSZ stał się „Dom Technika” przy ul. Czackiego 3/5. W dniu 1 sierpnia stan uzbrojenia jednostki był mizerny: 42 pistolety, 23 karabiny, 27 granatów. Liczebność stanowiło ok. 200 żołnierzy i oficerów. W składzie dowództwa pułku znalazło się kilku Wielkopolan. Byli to oficerowie i podoficerowie Okręgu X NSZ – Poznań, którzy przebywali czasowo w Warszawie w sprawach organizacyjno-szkoleniowych. Dowódcą jednego z batalionów został kpt. Władysław Rutkowski „Włodzimierz”, przedwojenny adwokat, działacz Stronnictwa Narodowego w Kole. Od 1941 r. zastępca komendanta Poznańskiego Okręgu Narodowej Organizacji Wojskowej, w latach 1942-43 pierwszy komendant Okręgu X Poznań NSZ, później oficer KG NSZ. Szefem służby kwatermistrzowskiej został Antoni Rusin „Bogumił”, przedwojenny działacz SN, działający od 1939 w konspiracji narodowej w Konińskim. Zasłynął jako nieustraszony łącznik i kurier pomiędzy Krajem Warty a Generalnym Gubernatorstwem. Kolejnym oficerem z Wielkopolski był dowódca jednej z drużyn „Sikory” por. Roman Brzeziński „Brzoza”, w tym czasie dowodzący powiatem konińskim NSZ. Ostatnim żołnierzem Okręgu X był jakże cenny przedwojenny podoficer zawodowy, w trakcie powstania awansowany do stopnia oficerskiego, Józef Ławniczak „Jurek”. Na terenie poznańskiego działał w konspiracji od 1939 r. zajmował się m.in. legalizacją, wyspecjalizował się w podrabianiu niemieckich dokumentów administracyjnych i wojskowych oraz podrabianiu pieczątek. Najważniejszą jednak jego funkcją była działalność inspektora ds. wojskowych na powiat Konin, który szkolił żołnierzy wielkopolskiego podziemia narodowego. Taką samą funkcje pełnił w pułku im. gen. Sikorskiego, w którym został szefem batalionu. To właśnie dzięki niemu w jednostce panował wojskowy dryl. „Codziennie przed i po południu wykłady o broni, nauka strzelania i zachowywania się w czasie walk oraz musztra – wspominał po latach swoja obecność w „Sikorze” Leszek Prorok, pisarz, członek Związku Literatów Polskich – Taki ton nadaje dowództwo pułku. Sytuacja na drugiej linii poza ostrzałem artyleryjskim i nalotami była w pewnym sensie komfortowa. To było tak daleko od tych pierwszych linii – wspomina po latach Antoni Rusin – gdzie Niemcy byli (…) Ja nie miałem broni. Niektórzy tam mieli. Jeden na dwudziestu miał karabin, granaty czy jakieś tam pistolety. Większość nie miała broni.

Zupełnie inna sytuacja panowała na pierwszej linii. Z powodu braku broni cześć żołnierzy „Sikory” „wypożyczana” była do innych zgrupowań powstańczych – m.in. „Lewara” czy „Gustawa”. 2 sierpnia żołnierze „Sikory” brali udział w ataku na Pocztę Główną. W jego wyniku oddział zdobył broń i jednolite umundurowanie (granatowe płaszcze policyjne, granatowe czapki, na które doszyto biało-czerwone proporczyki). W 3 dni później grupa szturmowa próbowała zdobyć Komendę Policji. Brak rozeznania ogniowego i błędy dowodzącego spowodowały, że zginęło 8 żołnierzy na 10 atakujących w pierwszej fali. Ucieczka z rejonu walk dowodzącego szturmem wpłynęła negatywnie na stosunek żołnierzy do dowództwa. Następne dni upłynęły na walkach na styku ulic Czackiego i Traugutta u boku żołnierzy „Lewara”. W trakcie walk ginie Stanisław Wład, brat gen. Franciszka Włada bohaterskiego dowódcy kampanii wrześniowej. W pułku walczyły jeszcze dwie osoby z tej rodziny: kpr. pchor. Stanisław Wład „Tarnawski” (bratanek, w czasie walk dostał się do niewoli) i Helena Wład „Lusia” (sanitariuszka). W końcu pierwszej dekady powstania dowódca pułku ppłk NSZ „Dowoyna” (Lucjan Trzebiński „Jan Powała”, przedwojenny major służby stałej, dowódca jednego z batalionów Korpusu Ochrony Pogranicza w 1939) powołał szkieletowe drużyny szturmowe. Miały być one zalążkami oddziałów liniowych.

Dowódca jednej z nich został plut. pchor. Jan Podhorski „Zygzak”.Ten licealista z Wolsztyna, żołnierz batalionu Obrony Narodowej „Opalenica” w 1939, trafił do NSZ przez Organizacje Wojskowa Związek Jaszczurczy, w której zaprzysiężony został w kwietniu 1942 r. W 1944 przebywał w Warszawie odbywając kurs w podziemnej podchorążówce. Zarówno on, jak i jego koledzy w planach KG NSZ mieli być przeszkoleni w walkach partyzanckich i skierowani w Bory Tucholskie celem stworzenia jednostek partyzanckich i wycofania ich na Zachód (podobnie jak Brygada Świętokrzyska na południu Polski). Wybuch powstania przekreślił jednak te zamierzenia. Oddział szturmowy, wsparty przez sekcję miotaczy ognia wziął udział zdobyciu Komendy Policji i Kościoła Świętego Krzyża (23.081944).
„Po bramach słyszymy od naocznych świadków – pisał w sierpniu konspiracyjny „Szaniec” (pismo NSZ) – ciekawe szczegóły akcji bohaterskich oddziałów por. Szarego, por. Mścisława, oddziału Grażyny por. Harnasia, Pułku im. Sikorskiego NSZ i innych.

Wobec pogarszającej się sytuacji powstańców na początku września 1944 dowódca pułku wydaje drużynie „Zygzaka” rozkaz przebicia się poza Warszawę.
Równolegle żołnierze z poznańskiego Okręgu NSZ dostali rozkaz powrotu na teren Wielkopolski. Władysław Rutkowski, Józef Ławniczak i Antoni Rusin opuścili Warszawę wraz z ludnością cywilną. Inaczej potoczyły się losy Romana Brzezińskiego. „W czasie walk dostałem się do niewoli – relacjonował w listopadzie 1944 komendantowi Obwodu AK w Koninie – w mundurze policjanta – jako zwykły żołnierz (zdjąłem przedtem oznaki oficerskie)”.

Tymczasem oddział Jana Podhorskiego, wykonując rozkaz dowódcy, przeszedł do Rejonu Warszawa – Południe. W trakcie przemarszu dołączył do oddziału wraz z dwoma żołnierzami ppor. Henryk Czapczyk „Mirski”, Poznaniak, który w czasie wojny przebywał w Zgrupowaniu „Nurta” AK na Kielecczyźnie, a do Warszawy przybył w lipcu 1944. (doskonały piłkarz, po wojnie był zawodnikiem Klubu Sportowego „Warta Poznań” (1946-1948) i z tym klubem świętował największe sukcesy – wicemistrzostwo (1946) i mistrzostwo Polski (1947), pełniąc rolę kapitana. W latach 1949-1953 reprezentował barwy KS „Lecha”). Jako najstarszy stopniem przejął dowództwo nad oddziałem.

Wobec niemożliwości przebicia się oddziału przez linie nieprzyjaciela, oddział „Sikory”, podporządkował się dowódcy odcinka mjr. Stefanowi Jastrzębskiemu „Miłosz”. Ten przydzielił grupę do kompanii por. Józefa Romana „Ziuk”. Pluton brał udział w służbie wartowniczo-policyjnej, wykorzystany był jako oddział wsparcia, m.in. do kontrataków w czasie walk na ul. Frascati i ul. Wiejskiej przed Sejmem, gdzie w czasie walk w ciągu dwóch dni Niemcy stracili 28 zabitych i rannych.

Po kapitulacji cały oddział (22 żołnierzy, łączniczki i sanitariuszki) zgłosił się na ochotnika do służby w kompanii „A” batalionu osłonowo-ewakuacyjnego por. Edwarda Ładkowskiego „Kulawy”, w którym pełnił służbę patrolową, wartowniczą, ewakuacyjną do 9 października.

Powojenne losy żołnierzy Wielkopolan to prześladowania i szykany, oficerowie NSZ z Okręgu X, którzy po przybyciu do Konina scalają formacje NSZ z Okręgiem Łódzkim AK, inwigilowani są do lat 70-tych. Jan Podhorski, który wraz z żołnierzami „Sikory” Andrzejem Bartschem „Adamczyk” i Stanisławem Władem organizuje w Poznaniu tajną organizację „Młodzież Wszechpolska”, skazany zostaje wraz z kolegami na kilka lat więzienia we Wronkach. Na ponad 50 lat historia pułku im. generała Władysława Sikorskiego NSZ staje się „białą plamą”.

error: Content is protected !!