Punkty obserwacyjne i punkty dowodzenia.
5 sierpnia 2019
Odwodnienie
6 sierpnia 2019
1. Miny rażące z górnej półsfery (atakujące z góry/top-attack, albo “wide-area mine”).

Po wykryciu, zlokalizowaniu i zidentyfikowaniu celu, miny tego rodzaju wyrzucają na pewną wysokość ładunek bojowy, w który są uzbrojone. Gdy znajduje się on w powietrzu cel zostaje ponownie namierzony i następuje jego porażenie przez pociskiem formowanym wybuchowo (EFP). Podobnie jak miny przeciwpancerne przeciwdenne z EFP atakują cel z jego słabiej opancerzonej strony. O ile te pociski/penetratory nie będą miały problemu ze zniszczeniem pojazdów gorzej opancerzonych, to może być z tym problem w przypadku tych z grubym pancerzem. Nawet jeżeli nie zniszczą czołgu, to mogą go na tyle poważnie uszkodzić, że wyłączą go z walki (zniszczą silnik lub przyrządy obserwacyjne lub lufę) i w ten sposób także spełnią swoje zadanie. Takie środki walki minowej, reprezentowane przez amerykańską minę WAM M93 Hornet chociaż droższe niż klasyczne miny, są od nich trudniejsze do wykrycia, dzięki temu, że mogą atakować pojazdy odległe od nich o nawet 100 metrów, a nie jak one muszą mieć bezpośredni kontakt z pojazdem wroga by zadziałać, co jest bardzo ważne dla żywotności min i prawdopodobieństwa spełnienia przez nie swojej roli.

Największym osiągnięciem w dziedzinie takich min jest amerykański XM1100 Scorpion Intelligent Munitions System, który właściwie jest zasobnikiem zawierającym 4 atakujące z góry ładunki bojowe, chronionym przed rozbrojeniem 4 małymi minami przeciwpiechotnymi. Dołączenie kilku ładunków bojowych do jednego zestawu sensorów jest bardziej ekonomicznym rozwiązaniem niż miny jedno-ładunkowe, takie jak wspomniany Hornet. XM1100 Scorpion jest kontrolowany przez “opiekującego się” nim żołnierza, który musi go uzbroić, żeby mógł on zaatakować cel. Zasobniki te, tworzące pole minowe mogą komunikować się ze sobą, zwiększając tym samym jego skuteczność na polu walki.
Obrazek

2. Miny przeciwśmigłowcowe (do zwalczania celów niskolecących, a także “aerial IED”).

“Na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie. Puszka ze sterczącą pionowo anteną-mikrofonem. Gdy jednak z odległości około 1 km sensor wyłapie warkot śmigłowca, nieruchome urządzenie ożywa. Pobudzony zespół celowniczo-decyzyjny na dystansie 500 m rozpoznaje cel, upewniając się, że jest to statek latający, a nie czołg czy traktor. W tym czasie unosi się pokrywa, a pod nią ukazują się dwa osadzone na obrotowej platformie pociski i zespół sensorów podczerwieni; jeden do wykrywania śmigłowca, drugi dyskryminujący – do odróżniania wystrzelonych przezeń flar; trzeci – wykrywający promieniowanie Słońca, pozwalający uniknąć „oślepienia” miny. Pułapka jest już odbezpieczona, załączają się układy optoelektroniczne i spłonki detonatorów. Aktywizowane są 4 dalsze mikrofony, które pozwalają śledzić ruch śmigłowca – dzięki analizie widma napływającego sygnału akustycznego 7 mikroprocesorów określa wysokość i kierunek lotu oraz odległość, a nawet rodzaj maszyny. To pozwala wypracować precyzyjne namiary do ataku i ustawić pociski w kierunku celu. Gdy nieświadoma zagrożenia załoga – sensory są pasywne, więc nie sposób wykryć minę; dodatkowo może być ona częściowo zakopana, co dobrze ją kamufluje i ogranicza rozrzut odłamków w promieniu 20 m – znajdzie się w zasięgu rażenia, czyli w stożku o promieniu 150 m, w jej kierunku pomkną równocześnie dwa kawałki metalu. Będą to przypominające groty strzał pociski formowane wybuchowo (EFP) z żelaznych wkładek kumulacyjnych, o kalibrze 100 mm. Detonacja gęsto prasowanego materiału wybuchowego (…) nada im prędkość ok. 2600 m/s. To wystarczy do przebicia opancerzonego kadłuba, grubego nawet na 60 mm. (…) W poszyciu zostanie wypalona dziura wielkości pięści, tarcie wyzwoli płomień i odłamki. Gdy w śmigłowiec trafią dwa pociski – testy pokazały, że na dystansie 150 m ich rozrzut gwarantuje zmieszczenie się w tarczy o wymiarach 1,5 m x 1,5 m – będą to na pewno ostatnie sekundy istnienia maszyny jako sprzętu wojskowego. Za chwilę zamieni się w stertę płonącego na ziemi złomu. Choć do unieszkodliwienia wystarczy jedno trafienie. Co ciekawe, formowane wybuchowo pociski wykonano nie ze stosowanej na świecie w podobnych urządzeniach miedzi, lecz z plastycznego żelaza (…)”

Jak na minę z czynnikiem rażącym w postaci EFP, jej możliwości niszczenia śmigłowców [2] dorównują najlepszym minom tego typu. Jednak biorąc pod uwagę wszystkie miny przeciwśmigłowcowe, to jest przynajmniej jedna mina, która ma większy zasięg rażenia. Bułgarska mina PMN-250 z czynnikiem rażącym w postaci odłamków może razić cel w odległości do 250 m (IMZR-11 tylko do 150 m). Chociaż w tym przypadku można mieć wątpliwości, czy odłamki przebiją (opancerzony) kadłub atakowanego śmigłowca, to wystarczą one do zniszczenia przenoszonego przez niego uzbrojenia, a także systemów obserwacyjnych takich jak głowica elektrooptyczna. Pozbawiony tego, nie będzie będzie stanowił żadnego zagrożenia.

Te wyspecjalizowane w niszczeniu śmigłowców miny posiadają lub stosunkowo szybko mogą je zbudować (mają doświadczenie w ich budowie) posiadają [7]: Polska, Rosja (TEMP-20), Bułgaria, która opracowała najwięcej ich typów, Austria (HELKIR), USA (AHM-9, GRAHMM), Wielka Brytania (AHM Antihelicopter Mine), Niemcy (Area Defense Weapon?), Francja i prawdopodobnie Chiny. W ograniczonym stopniu (brak wszystkich potrzebnych do uzyskania pełnej możliwości w tym sensorów) śmigłowce mogą być zwalczane przez niektóre przeciwpancerne, przeciwburtowe miny EFP.

Potencjał min przeciwśmigłowcowych.

Oprócz zadań do wykonywania których zbudowano miny tego rodzaju (m.in. ochrona własnych baz przed wrogimi żołnierzami, desantowanymi ze śmigłowców), mogą mieć znacznie szersze zastosowanie.

1. Można nimi (chociaż nie koniecznie w typowej postaci) zablokować wrogie lotniska – jest to bardzo atrakcyjne pod względem kosztów i pod względem łatwości zastosowania (w odniesieniu do innych środków, za pomocą których można ten cel osiągnąć) – mogą tego dokonać żołnierze sił specjalnych. Tak właśnie planowali blokować natowskie lotniska rosyjscy komandosi podczas Zimnej wojny.

2. Jeżeli są takie miny odłamkowe mogące razić cel znajdujący się na wysokości do 100 metrów (prawie tyle ma wieżowiec Organika Trade; niestety brak jest danych dotyczących wartości tego ich parametru, a polska mina może zniszczyć cel znajdujący się na wysokości do 150 metrów) lub da się zbudować minę z takim parametrem, zachowując przy tym rozsądną jej masę całkowitą, to istnieje możliwość zastosowania ich do obrony własnych baz przed środkami bojowymi powietrze-ziemia i pociskami manewrującymi. Można by równomiernie rozmieścić miny, przykładowo w 2 szeregach i w ten sposób powstałby pas ochraniający bazę przed atakiem z powietrza. Przy minie odłamkowej o skutecznym zasięgu rażenia wynoszącym 250 m, na taki pas o długości 10 km (co będzie raczej za dużo, jak dla otoczenia bazy wojsk lądowych), trzeba będzie tylko ok. 90 takich min. Ich łączny koszt będzie znacznie mniejszy niż łączny koszt systemów C-RAM, mogących zapewnić jednoczesną obronę bazy ze wszystkich kierunków. Miny obronne zostałyby spięte systemem kierowania ogniem, który na podstawie informacji ze systemów wykrywania obliczałby moment aktywacji najodpowiedniejszej, żeby jej odłamki zniszczyły zbliżającą się bombę/rakietę/pocisk. Takie rozwiązanie pomimo pewnych wad (m.in. nie można ich przemieszczać, jak konkurencyjne systemy, chociaż ten problem dałoby się rozwiązać, potrzebują trochę miejsca i raczej nie mogą zwalczać środków ziemia-ziemia o stromej trajektorii lotu) ma jeszcze jedną wielką zaletę, która przemawia za jego zastosowaniem, a nie systemów C-RAM – także trudniejsze będzie wykrycie i zniszczenie tych min przez wroga, co ma kluczowe znaczenie dla systemów obrony.

Obrazek
Inteligentna Mina Zdalnego Rażenia 11 – IMZR-11
Obrazek
rosyjska mina przeciwśmigłowcowa TEMP-20, w wersji do minowania za pomocą urządzeń mechanicznych

3. Miny samobieżne (mobilne).

Najbardziej znaną nowoczesną miną samobieżną jest amerykański Fire Ant, który powstał pod koniec lat 80. ubiegłego wieku. O tym niewielkim (wysoki na ok. 1,2 m, a szeroki na ok. 0,6 m), lekkim (ok. 23 kg) zdalnie sterowanym pojeździe bezzałogowym, zbudowanym na quadzie (!) (uważam, że na tym potencjał wykorzystania ich, w roli bezzałogowych pojazdów bojowych się nie wyczerpuje) Honda 125, jednorazowego użytku brakuje danych, o kilku ważnych jego parametrach. Wiadomo jeszcze, że jego uzbrojeniem był ładunek EFP, który miał zasięg ok. 500 metrów i pojazd posiadał czarno-białą kamerę, inercyjny układ nawigacji i czujnik podczerwieni. Jej koszt przy masowej produkcji szacowano na “kilka tysięcy dolarów”. Gdyby dzisiaj zbudować odpowiednik “Ognistej mrówki”, byłby on znacznie groźniejszy od niej. Do niego także można by było wykorzystać stosunkowo tani nośnik ładunku bojowego, jakim są stosunkowo tanie cywilne quady. Aby go wyciszyć, można by zastosować silnik elektryczny, a do jeszcze większego utrudnienia jego wykrycia zastosować kamuflaż. Takie miny mogłyby współpracować z bezobsługowymi czujnikami gruntowymi, rozmieszczonymi w terenie, po którym przewiduje się przemieszczanie wojsk wroga. Po ich wykryciu przez nie ukryta w pobliżu, w terenie grupa tych min ruszyłaby do ataku na kolumnę wrogich pojazdów. To, że taki atak miałby największe szanse się powieść, tylko w miejscach dobrych na zasadzkę, nie uległo zmianie (w innych przypadkach trzeba by było zwiększyć prędkość tych min, co wyklucza nierówny teren).

Amerykanie, a właściwie DARPA – agencja dbająca o utrzymanie przewagi technologicznej ich armii, nad pozostałymi armiami świata, także prowadziła prace nad stworzeniem miny samobieżnej, tyle, że tańszej, prostszej i bardziej podobnej do zwykłych min przeciwpancernych. Jej mina pozbawiona była układu trakcyjnego, jak Fire Ant, tylko posiadała mechanizm umożliwiający jej przemieszczanie się, przez wykonywanie dość wysokich skoków. Dzięki temu mina taka mogła przeskakiwać różne przeszkody o wysokości ponad 1 m, zagradzające jej drogę, przemieszczając się na wskazaną pozycję. W większej ilości, połączone ze sobą siecią wymiany danych, miały one tworzyć Self-Healing Minefield (Samoregenerujące się Pole Minowe) [4]. Jego “regeneracja” miała polegać na tym, że po zniszczeniu kilku jego min, w pewnym miejscu przez wrogie pojazdy przedzierające się przez to pole, miny na jego krańcach lub z jego boków przemieszczały się na oczyszczony jego fragment, zastępując zniszczone (jednocześnie skracając lub zwężając zaminowaną przestrzeń terenu). W ten sposób wróg byłby odcinany z tego kierunku i wycofując się mógłby ponieść straty, próbując wydostać się w tym samym miejscu, w którym przez nie wcześniej przejechał lub tracił czas i środki na ponowne forsowanie pola minowego, a przez to mógł nie zdążyć uciec/dotrzeć na czas. Lub podobny los mógłby spotkać następne pojazdy wroga, które po jakimś czasie chciałyby przejechać przez to samo pole minowe, w jego miejscu uznanym za “oczyszczony”.

Obrazek
“regeneracja” pola minowego wg koncepcji Self-Healing Minefield

Miny samobieżne (przede wszystkim te z układem trakcyjnym) w porównaniu ze zwykłymi minami nie posiadają ich 2 największych wad:

1. Można nimi zarządzać i kierować tam, gdzie w danej chwili bardziej będą potrzebne (na pewną odległość) – w przypadku zwykłych min jest to niemożliwe, jak już je gdzieś umieścimy, tam już pozostaną. Jest to dodatkowa możliwość taktyczna, jaką można zastosować podczas konfliktu zbrojnego i powoduje to, że takie miny, chociaż wielokrotnie droższe od standardowych, stają się mniej nieatrakcyjne cenowo w porównaniu do nich (gdy trzeba zaminować 2 czy 3 drogi po których może się przemieścić wróg, trzeba użyć dość sporą ilość min zwykłych, a w przypadku samobieżnych wystarczy 2-3 mniejsza ich ilość, ponieważ można je przemieścić z miejsca, w którym wróg się jednak nie pojawił).

2. Po zakończeniu działań zbrojnych nie będą tak wielkim zagrożeniem dla ludzi, jak miny konwencjonalne i w porównaniu z nimi zostanie ich kilkakrotnie mniej, co jest dzisiaj ogromnym problemem, z którego powodu ich posiadanie (wraz z minami przeciwpiechotnymi) jest tak źle odbierane przez społeczność międzynarodową.

polskiej produkcji przeciwpancerna przeciwdenna mina narzutowa MN-123
Obrazek
polska przeciwburtowa mina przeciwpancerna MPB

error: Content is protected !!